czwartek, 13 sierpnia 2015

"Jesteśmy tylko epizodem w życiu przedmiotów".
"We are just a short episode in the life of objects".
Franciszek Starowieyski


Moją pasją są antyki i piękne codzienne przedmioty, drewniana misa, narzędzie do usuwania łusk rybich, zużyta deska do krojenia... Szukam pięknych, często zwykłych przedmiotówn i je zachowuje. Jak byłam mała szłam na strych mojej babci i szukałam "skarbów"  Na strychu było niewiele, dziadkowie tak jak i zresztą wszyscy w około byli ubodzy, zresztą też nie przywiązywali się do przedmiotów (pewnie mieli racje), chyba że były to święte figurki czy obrazki. Ale była stara skrzynia posagowa, stare żelazne łóżko, stara maszyna do szycia... To nadal są dla mnie skarby, mimo że znalazłam piękniejsze przedmioty od tego czasu. Dostałam od taty dwie stare książki, które pozostały po Niemcu który mieszkał w dom mojego wujka w czasie okupacji II Wojny Światowej. Babcia mówiła, że był to miły człowiek, ale nikt nie umiał się z nim porozumieć, ponieważ nikt we wiosce nie umiał umówić po niemiecku, a on nie umiał polskiego. Są to niewielkie książeczki drukowane czcionką gotycką, z tego względu trudne do czytania - przewodnik Beadekera po Polsce chyba z 1933 oraz słownik angielsko-niemiecki i niemiecko-angielski. 
Czuję się kustoszem starych przedmiotów i mam nadzieję, że kiedyś ktos, najlepiej z mojej rodziny, doceni ich piękno i historie jak mnie już nie będzie.
Tak się składa, że chyba połowa moich antyków pochodzi z Niemiec. Nie kupiłam ich z tego powodu, lecz dlatego że są według mnie piękne. Niedawno kupiłam piękny obraz na niemieckim Ebay - cena była tak niska za tak dobry obraz że nie mogłam go nie kupić.
Był opisany jako portret dziewczynki o imieniu Dorothea Rosa Juliane Greiner, namalowany w roku 1894 autorstwa Oskar Max Brösel.  Kiedy zapytałam sprzedającego skąd wie jak nazywała się dziewczynka z obrazu, powiedział że to jego babcia, on jest już stary i "nikt tego obrazu nie chce", więc go sprzedaje. Przesłałał mi również jej zdjęcie jej jak była młodą kobietą oraz kopie jej akt urodzenia i akt zgonu. W roku w którym została sportretowana miała siedem lat.

Było mi przykro, że ten starszy pan sprzedaje portret swojej babci jako dziecka. Napisał że była mu bliska, że bardzo ją kochał. Wnuk jej napsiał że pochodziła z zamożnego domu, ale "po wojnie Rosjanie wszystko zabrali".Musiało to być bardzo smutne - sprzedawanie swojej przeszłości, swoich korzeni. Z drugiej strony poczułam się specjalnie - że mnie powierzono opiekowanie się tym obrazem i pamięcią o tej osobie. 

Dorothea już jaki młoda kobieta:


Dorothea as a young girl.



Inny przedmiot z interesującą historią to mała szafka zakupiona od pewnej pani z Dublina. Byłam zdziwiona jak zobaczyłam tutaj typowo barokowy mebel na sprzedaż, pochodzący z Europy. Wygląda na mebel wykonany na zamówienie, ponieważ ma inicjały CJ i datę 1798, może do przechowywania krzyża i Biblii? Pani powiedziła, że szfka należała do Helmuta Clissmana, została jej sprzedana przez jego syna. Może należała do jego przodka. Ciekawą historię Helmuta Clissmana można przeczytać tutaj:

 http://clissmann.com/family/he_it.htm

A oto szafka:



Jest to dla mnie niezwykłe, że ja, Polka w  Dublinie jestem teraz opiekunem tych przedmiotów.


My passion are antiques and beautiful everyday objects: a wooden bowl, a fish scaler, well used chopping board... So I keep looking for things, often everyday objects and collect them. When I was small, I used to go to my grandma's attic looking for "treasures".  But there wasn't much in the attic, my grandparents, same as everyone around, were poor, besides they did not get attached to objects (perhaps they were right), except for holy statues and pictures.  But there was an old dowry chest,an old iron bed,an old sewing machine...They were and still are treasures, even though I found more beautiful objects since. My dad gave me two small books which were left by a German man who lived in my uncle's house during the years of occupation in the World War II.  My grandma told me that he was a nice man, but nobody could speak with him as nobody in the village could speak German and he couldn't speak Polish. They are small books printed in Gothic font, and that's why they are hard to read - one of them is a Beadeker guide to Poland from 1933 (as far as I remember) and the other one is an English - German and German-English dictionary. 
I feel like I am a curator of objects and I do hope that when I pass away, somebody, hopefully from my family, will appreciate their beauty and history the same way as me.

It so happens that about half of my antiques that I have are German in origin. It is not on purpose - they just happen to be German, but I didn't buy them for that reason - I bought them because I found them beautiful. Recently I bought a beautiful painting on German Ebay - the price was so low for such a good painting that I couldn't not buy it. 


 In the description it was written that it was a portrait of Dorothea Rosa Juliane Greiner, painted in 1894 by Oskar Max Brösel. When I asked the seller how does he know the name of the girl - he said that she was his granmother, that he is old and that "nobody wants the painting", so he is selling it. He also sent me the her photo as a young woman,and copies of her birth and death certificate. When she was portrayed, she was seven years old. 
I felt very sad for the elderly man that he was selling a portrait of his grandmother as a child. He wrote that he was close to her and loved her very much. He said that she came from an affluent family, but after the war "Russians took it all". It must have been very sad - selling your past, your roots. On the other hand, I felt very special - that I was entrusted with looking after the painting and the memory of the person on it.

Another object with an interesting history is a small wooden cabinet I purchased from a lady in Dublin. I was surprised to see a typically Continental baroque piece for sale here. It looks like it was made to order, as it has intitials CJ and date 1798, maybe to hold a cross and the Bible? The lady said that it belonged to Helmut Clissman, it was sold by his son. It could have belonged to one of his ancestors. The interesting story of Clissman is here:

http://clissmann.com/family/he_it.htm

And this is the cabinet:


How very strange that I am now the curator of these objects - me , a Polish person in Dublin.

poniedziałek, 10 sierpnia 2015

Pszczoły. Bees.





Nasza rodzina się znowu powiększyła - tym razem o dwie rodziny pszczele. Nabyliśmy je w czerwcu, chyba się już u nas zadomowiły. Są w starym ogrodzie otoczonym murem, w pobliżu naszego domu. W ogrodzie i w pobliżu rośnie mnóstwo kwiatów, krzewów i drzew, w tym stary sad. Jednak ze względu na pogodę - zimniejszy niż zwykle lipiec (choć lata w Irlandii raczej ostatnio nie rozpieszczają słońcem) - musieliśmy je dokarmiać, co wydaje się, że bardzo ich wzmocniło. Staramy się pomóc im w pozbyciu się warrozy sposobami ekologicznymi, jednak w tym roku raczej (ponieważ jest to nasz pierwszy rok i nie jesteśmy doświadczeni), na wszelki wypadek, będziemy ich leczyć lekarstwem zalecanym przez Towarzystwo Pszczelarskie, do którego należymy. Naszym planem i marzeniem jest pszczelnictwo ekologiczne, tu gdzie jesteśmy raczej nam się to nie uda, ze względu na przykład na sąsiedztwo które nagminnie i wydaje się bezmyślnie stosuje herbicydy i inne środki chemiczne. Może w Polsce, zwłaszcza że pogoda w lecie bardziej sprzyja pszczołom. Jak na razie z naszego krótkiego doświadczenia wyciągłam wniosek, że pszczelarstwo, przynajmniej w Iralndii, jest ochroną gatunków owadów, które w naturalnych warunkach niestety by nie przeżyły. Z tego co czytałam nie ma w Irlandii już dzikich pszczół miodnych. Te które w skutek rojenia znalazły sobie dom poza pasieką, nie przeżyją dłużej niż 4 lata z powodu warrozy. Ponadto bardzo rozpowszechnione używanie pestycydów i herbicydów w rolnictwie, usuwanie dzikich żywopłotów, które są oazą dla wszelkich stworzeń w kraju w którym jest bardzo mało prawdziwych lasów (jest za to dużo plantacji świerków), brak naturlnych, dzikich łąk i nieużytków, powoduje że pszczoły często nie mają różnorodności w pożywieniu, i stają się słabsze oraz często po prostu umierają (np po powrocie z pól opryskiwanego rzepaku). Jest to bardzo martwiące.



Our family has expanded again - this time we have two new bee hives. We bought the nucs in June, it looks like they have settled in now. They live in a very old walled garden, close to our house. In the walled garden and beyond there is lots of flowers, bushes and trees, including an old orchard. Despite this, because of the weather - unseasonably cold July (summers in Ireland have not been sunny in the recent years) - we had to feed them, which seems to have strengthen them a lot. We are trying to treat them for varroa using organic methods, but this year (since it is our first year and we are not experienced), just in case, we are also going to treat them with treatments approved by the Beekeeping Federation, which we are the members of.  Our plan and dream is to keep bees organically, it might not be possible where we are at the moment, partly because of our neighbours, who somewhat mindlessly use herbicides and other chemicals.  Seems that weather in the summer in Poland is more favourable for bees. From our short experience so far I have come to a conclusion that beekeeping, at least in Ireland, is protecting species of insects , which is the wild would unfortunately not survive. I have read that there are no honeybees left living in the wild in Ireland. The swarms which find new homes outside of apiaries, don't survive beyond four years in the wild, due to varroa. Moreover, because of widespread use of pesticides and herbicides in agriculture, removal of hedgerows, which provide shelter and food for a number of species in a country which has very few real forests (but has a lot of spruce plantations), and due to lack of natural, wild meadows and uncultivated land, bees don't have a variety of food to forage, which they need to stay healthy, and are becoming weaker and often die (for example after foraging on fields of oil seed rape, which have been treated with pesticides). It is very worrying.