poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Skrzynia posagowa/ Dowry chest

Jakiś czas temu, udało mi się kupić niewielką skrzynię posagową z okolic z których pochodzę. Ze względu na jej kiepski stan zachowania, jest cudem że przetrwała do obecnych czasów. Jest teraz u mnie w Irlandii - myślę że osobom które je wykonały i posiadały, nigdy by nie wpadło do głowy że będzie kiedyś w Irlandii. Skrzynie krakowskie, a dokłanie skawińskie, miały zwykle zielone tło, rzadziej czerwone, niebieskie, widziałam też jedną z tłem białym. Inspirowane były skrzyniami renesanowymi, zapewne kiedyś przez kogoś podpatrzonymi na Wawelu, a potem powielanymi, w uproszczonej formie. Zwykle były malowane często przez członków rodziny stolarza który zajmował się ich produkcją, często przez dzieci, patyczkami. Są również skrzynie malowane profesjonalnie, jednak te dla mnie mają mniejszy urok. Mieściły skarby - pościel, ubrania, biżuterię - panny młodej, kiedy przeprowadzała się do innego domu po ślubie. Aż trudno uwierzyć że taki stosunkowo niewielki mebel mieścił czyjś cały dobytek - w porównaniu z ilością rzeczy które posiadamy w dzisiejszych czasach. Czasem bogatsze panny młode miały więcej niż jedną skrzynię.




Some time ago I was lucky enough to buy a medium sized dowry chest from the area I come from. Considering its poor condition, it is a miracle it survived. It's in my house now in Ireland - I am quite sure that people who made it and once owned it, would never have thought that it will be in Ireland one day. Krakow chests, or to be specific, chests from Skawina, usually had green backgrounds, sometimes red, blue, and I did see one with a white background. Their design was inspired by renaissance chests, probably seen by someone in the Wawel Castle in Krakow, and then repeated in a much more simplified form. They were usually painted by the family members of the carpenter, often his children, using with wooden sticks. There were also professionally painted chests, but those are less appealing to me. These chests were for the treasures of a bride - bedlinen, clothes, jewellery - as her dowry, when she was moving to her new house after her wedding. It is hard to believe that once someone's all possessions fitted into a such a small piece of furniture, in comparison to the amount of things people own these days. Sometimes more well to do brides had more than one chest.

















Skrzynia ma oryginalnie zachowaną malaturę i wspaniały koloryt, również bardzo mi się podoba wieko - farba starta przez lata użytkowania skrzyni zapewne jako ławy, ale dzięki temu drewno uzyskało piękną głęboką fakturę, z pięknie wyeksponowanymi słojami - jak drewno ze słupów kapliczek, wystawione przez lata na działanie zmiennych wpływów przyrody.

The chest has its original paint and beautiful colour, and also I especially love the lid - the paint was worn off through years of using the chest as a bench, but because of that the wood has acquired a beautiful deep texture, with beautifully accentuated rings - like the wood of the poles of wayside shrines, which was exposed for years to the effects of the elements:


Oto przykład skrzyni z Muzeum Młodej Polski w Bronowicach, duża, bogata skawińska skrzynia posażna:
This is an example of a sizeable, richly painted dowry chest from Skawina, which is the Museum of Young Poland in Bronowice, Krakow






I piękny obraz Wojciecha Weissa:
And a beautiful painting by Wojciech Weiss:

czwartek, 4 kwietnia 2013

Niebiescy pasterze ślimaków z Delft - antyczne fermy ślimacze w wersji kobaltowej.






Nasz stół kuchenny jest bardzo ciekawy... Zawsze lubiałam ślimaki i jak byłam mała łapałam je i urządzałam im bardzo wygodne domki z zieleniną i innymi smakołykami, i nie mogłam zrozumieć dlaczego rano wszystkie ślimaki zwiały ze swojego nowego pięknego i wygodnego domku. Również, jako dzieci, urządzaliśmy wyścigi ślimaków, ale one nie rozumiały że trzeba posuwać się prosto i wolały iść zwiedzać najbliższą okolicę. Idąc po deszczu do szkoły, a był to kawałek, usuwałam ślimaki z chodnika na trawę, ponieważ nie mogłam znieść tego że ludzie po prostu po nich deptają, czego dowody były aż nadto liczne i oczywiste. Czasem nadal to robię, jak ludzi nie ma zbyt blisko... No ale ślimaki to podobno przysmak i do spożywania były hodowane już nawet w czasach starożytnych. Helikultura czyli hodowla ślimaków musiała być dość popularna w Niderlandach, ponieważ dość często przedstawiana była na płytkach z Dełft. Nasz stół kuchenny pochodzi z  Holandii i jego blat pokryty jest oryginalnymi płytkami malowanymi kobaltem i manganem w latach 1780 - 1820, czyli już u schyłku świetności produktów z Delft, w zasadzie już te płytki nie dorównują pięknem wspaniałym płytkom z czasów świetności produktów z zbiorczo zwanych Delft, czyli tym z XVII wieku. Szacuje się że w latach pomiędzy 1600 - 1800 wykonano ok 800 milionów płytek! ( wg Wikipedii) Wykonywano je z ceramiki, w niebieskie wzory na białym tle, na wzór modnej wtedy i bardzo drogiej sprowadzanej z Chin porcelany, której Europejczycy nie umieli wykonywać aż do 1709. Czyli zamiast chińskich podróbek były europejskie podróbki chińskich prokuktów :-)  Historia lubi kołem się toczyć. W każdym bądź razie płytki z XVII i XVIII wieku są przepiękne - często malowane nie tylko na niebiesko, przedstawiają ludzi wykonujących codzienne prace, różne zwierzęta, czasem mityczne, sceny rodzajowe, mają piękne bogate, barokowe formy, mimo że malowane były anonimowo przez nieprofesonalnych artystów, często również dzieci. No i oczywiście wykonywano nie tylko płytki, ale i talerze, wazy, urny, itp, ale płytki były chyba najbardziej popularne. Oto zdjęcie obrzau przedstawiającego malowanie płytek przez całą rodzinę, autorstwa Emile Hendrick Karel Passchaal Godding:



 Płytki używane były do dekorowania ścian, kominów, kominków, stołów... W XIX wieku przestały być popularne, wraz z wrostem popularności dużo tańszych tapet ściennych.

http://www.nederlandstegelmuseum.nl/Museum/Geschiedenis_English.htm

Nasz stół nie wiem dlaczego przedstawia sceny z ferm ślimaczych, z ogromnymi ślimakami w tle. Oto przykłady:







Na płytce powyżej widać wyraźnie wpływy chińskie.




Poza tym stół jest dekorowany płytkami we wzory floralne i wazony z kwiatostanami, oraz gładkie białe płytki:






 
 Najprawdopodobniej był to stół roboczy, do prac kuchennych, może przygotowywania dań ze ślimaków lub wyrabiania ciasta? Jest wyższy niż typowy stół jadalny, i siedząc przy nim przy płosiłku czuję się jak małe dziecko w za dużej ławce szkolnej :-)



Siedząc przy stole podziwiam każdą płytkę z osobna, każda jest inna, nawet wśród tych jednakowych w zamiarze, inny kolor, inne spękania, pęknięcia, inne ślady czasu. Zastanawiam się kto je malował, kto je dotykał, na nich pracował, kto je mył, kto inny je podziwiał, i kto jeszcze będzie?

sobota, 26 stycznia 2013

Dom Tymczasowy

Jestem tzw "domatorką". Uwielbiam być w domu, dbać o niego, otoczona rodziną, zwierzętami i pięknymi starymi meblami i przedmiotami. Sam dom też musi być stary, im starszy tym lepszy. Wtedy najchętniej bym nie opuszczałabym domu ani otaczającego go ogrodu i sadu, może z wyjątkiem spaceru po pięknej, dzikiej okolicy w której dom powinien być. Codziennie mogłabym podzwiać piękno natury, zmieniających się pór roku, żyć w jej rytmie, z dala od miasta, którego nigdy nie lubiłam, z wyjątkiem Krakowa, ale to też tylko na kilka godzin maksymalnie. Szczerze mówiąc, studując w Krakowie i codziennie wracając do domu pod Krakowem, zawsze współczułam ludziom którzy mieszkają w Krakowie i muszą w nim zostać na noc. Wiem, że to nie racjonalne, ale tak bardzo lubię przestrzeń i naturę. Zawsze również szczerze współczułam ludziom mieszkającym w mieszkaniach, w blokach. Tak się złożyło mi potem w życiu, że mieszkałam w trzech mieszkaniach, jednym w centrum Dublina, z okna którego, mimo że było wysoko, nie widać było ani jednego drzewa. Wtedy też się poważnie rozchorowałam na chorobę autoimmunologiczną, która już ze mną została. Coraz więcej ludzi w krajach "rozwiniętych", które są w większości w półkuli północnej, choruje na choroby autoimmunologiczne - nie wiadomo dlaczego nagle układ odpornościowy zaczyna atakować własny organizm. Są teorie, z którymi się zgadzam, że jest to spowodowane przwelekłym stresem oraz brakiem witaminy D, czyli słońca. Współczesne życie w miastach jest tak ułożone że trzeba żyć w pośpiechu i pracować w pracy często nielubianej, aby móc sobie pozwolić na właśnie to życie, wątpliwej wartości rozrywki i zniewalający nas konsumpcjonizm, który ptrzebny jest dla "rozwoju gospodarczego". Pracując 40 godzin na tydzień, wraz z dojazdami do pracy, przez wiele miesięcy wychodzimy rano z domu o zmroku i wracamy o zmroku, nie widząc w ogóle słońca. Ja też takie życie prowadziłam, jak miliony innych ludzi na świecie, ciągle marząc o życiu na wsi i swoim wymarzonym starym domu. Jeszcze tego nie osiągnęłam, ale jestem na dobrej drodze. Teraz mieszkam w swoim dziewiątym już z kolei w moim życiu domu tymczasowym. Jest to około 15 letni fiński mały domek z bali sosnowych .W Irlandii jest to raczej rzecz nietypowa. Powoli go urządzamy i wykańczamy. Domek położony jest na terenie dawnego ogrodu należącego do bardzo starego dworu, który na pewno już stał w roku 1538, ale jego początki są najprawdopodobniej wcześniejsze, ale o tym postaram się napisać kiedy indziej.


wtorek, 8 stycznia 2013

Trochę o ludowych meblach irlandzkich - kredens czyli dresser

Ludowe meble irlandzkie to temat bardzo szeroki, a ja wcale nie jestem znawcą, i piszę o tym co dotychczas, trochę przy okazji, o irlandzkich meblach ludowych się dowiedziałam. Moją pasją są meble ludowe malowane, a w Irlandii takich mebli zachowało się mało. Meble malowane były tylko na gładko, monochromatycznie, bez pięknych kolorowych dekoracji jak w Polsce. Mniejszy kraj, mniej ludzi i w sumie chyba ludzie cierpieli większą biedę niż chłopi w Polsce; jak wiadomo w połowie XIX wieku wśród ludności irlandzkiej, zwłaszcza na zachodzie kraju, był wielki głód, zatem na ładne meble mało kto mógł sobie pozwolić. Mimo to meble ludowe były piękne i dużo różniły się od europejskich. Najważniejszym meblem w chacie, jeżeli chodzi o pokazanie statusu i zamożności rodziny, był kredens, wykonany z sosny, woskowany lub malowany jednobarwnie lub ewentualnie dwubarwnie, zazwyczaj na czerwono, brązowo (imitacje dębiny i mahoniu), zielono, żółto lub kremowo, z tego co widziałam. Bardzo niewiele zachowało się oryginalnie malowanych kredensów czy innych mebli ludowych, i teraz takie meble z oryginalną farbą są bardzo rzadkie i drogie. Prawdziwy irlandzki kredens jest zawsze wykonany w jednym "kawałku", nie rozkłada się na dwie części, mimo że był to mebel dość pokaźnych rozmiarów (mój ma 225 cm wysokości). Z tego co czytałam kredens irlandzki wywodzi się z kredensów walijskich, które są również pokaźnym meblem wykonanym w dębinie. Bardzo wiele mebli irlandzkich, które przetrwały do naszych czasów, zostało wywiezionych zagranicę, zwłaszcza do USA i Wielkiej Brytanii. W USA mieszka ogromna liczba ludzi irlandkiego pochodzenia (nawet Barack Obama ma przodków w Irlandii), którzy chętnie kupują irlandzki pamiątki i antyki. Irlandzkie meble ludowe są w Stanach są kilkakrotnie droższe niż w Irlandii. Kredens który udało mi się zakupić jest pięknym przykładem typowego, bardziej dekoracyjnego irlandzkiego kredensu, który według właściciela sklepu z antykami pojechał i wrócił z USA. Ponieważ "Celtic Tiger" należy już do historii, podobno meble ludowe nie są już tak "modne" i popularne w Irlandii i ten kredens był na sprzedaż bardzo długo, ale może też dlatego że sklep był w bardziej lojalistycznej części Irlandii Północnej...

Kredens irlandzki składał się z dwóch połączonych razem części - dół był zwykłe szafką z parą dzwi lub miał dwa otwory, tzw "fiddle front", który pozwalał na łatwe schowanie wiader lub innych naczyń, zwykle z mlekiem i wodą pitną, lub dla kury lub gęsi wysiadującej na jajkach... Tym różni się od kredensu walijskiego lub angielskiego, które zazwyczaj miały troje drzwi w dolnej części.



 (zdjęcia są zapożyczone z innych stron)

Bardziej popularnym typem był jednak kredens z szafką na dole tak jak mój






albo inny przykład:

Kredensy zwłaszcza z zachodu Irlandii miały ozdobne listwy przy zwieńczeniu wykonane techniką wycinania w drewnie, czyli fretwork, najwczęściej faliste, neoklasycystyczne lub abstrakcyjne wzory, często również wzory celtyckie lub typowe ludowe serca.

Widoczne również na niektórych z zamieszczonych zdjęć są architektoniczne ozdoby w formie filarów i zwieńczenia nawiązujących do bardzo popularnego w Irlandii stylu neoklasycystycznego.

Mój kredens jest bardzo dużym i pięknym meblem w bardzo ładnie zachowanym oryginalnym stanie, ze śladami po delikatnej ale nieustępliwej pracy szkodników drewna, plamach od gwoździ, które oddały wilgoć do drewna, z piękną wiekową patyną...



Jest najważniejszym meblem w naszej malutkiej irlandzkiej kuchni, który nigdy nie zostanie zastąpiony kuchenną meblościanką na wymiar...

W  Irlandii wiosna... Ptaki wiosennie śpiewają, jest bardzo ciepło jak na pierwszą połowę stycznia, mam nadzieję, że zima nie wróci, nawet ta łagodna irlandzka zima...