piątek, 29 kwietnia 2011

Tynieckie drewno

 W Tyńcu jest najstarsze opactwo w Polsce. Dużo się tu zmieniło przez ostatnie lata... Mieszkałam bardzo niedaleko, i często tu przyjeżdżaliśmy na rowerach albo na spacer. Ode mnie spacerem po wałach było/jest ok pół godziny. Z domu często słyszałam dzwony, w oddali, stłumione, ale słyszałam (tak się jakoś składa, że w każdym w zasadzie miejscu w którym dotychczas mieszkałam, a było ich kilka, słyszałam i słyszę dzwony kościoła). Teraz jest kawiarnia, restauracja, stare ruiny obok studni są odbudowane i jest tam centrum kulturalne. Jest bardziej udostępniony turystom. Mam wrażenie, że Tyniec stał się niemal kosmopolityczny. Dawniej miałam wrażenie, że mało kto o Tyńcu wiedział, teraz wydaje mi się że wie połowa świata. Dawniej miałam wrażenie, że był takim sekretem tylko dla wtajemniczonych... lub ludzi z okolic. Takim naszym własnym miejscem. Teraz jest już bardzo popularny. Ale to dobrze, że więcej ludzi to miejsce odwiedza i podziwia. Nie stracił swojej atmosfery, jest nadal piękny, okolice również. Mnie osobiście najbardziej podoba się tynieckie drewno - stara chata niedaleko oraz stara ogromna studnia na dziedzińcu:



 i jej piękne ciepło starego drewna:






miliony lat temu było tutaj bardzo ciepłe morze i dzięki temu są teraz takie piękne skały wapienne:


widok z przeciwpowodziowego wału:

i na koniec ta sama drewniana chata, tym razem z pilnującej jej kotem:

aż trudno uwierzyć, że dawniej wsie składały się właśnie z takich pięknych drewnianych domów.


a na koniec najważniejsze - nasz kotek, pasuje mu w tym swetrze, prawda?

niedziela, 10 kwietnia 2011

Dublińskie wzgórza

Ostatnio w Irlandii jest przepiękna pogoda. Słonecznie, ciepło, powietrze pachnie pięknie ziemią, wszelkie owady się pobudziły, większość drzew się zazieleniła. Irlandczycy mówią, że jest to bardzo nietypowe jak na kwiecień. Mnie to bardzo odpowiada, mam nadzieję, że będzie pięknie aż do późnej jesieni, już za dużo napatrzyłam się na irlandzkie ciężkie chmury i zimny wiatr, choć zanim tu przyjechałam, wydawało mi się to bardzo "romantyczne". Byłam dziś w Dublin Mountains, choć to nie są góry, ale raczej wzgórza. Aż trudno uwierzyć, że kiedyś wszytskie były porośnięte lasami. Na zdjęciu widać górę, która podobno nazywa się "Katie Gallagher's":

po drodze typowe irlandzkie mury kamienne, czyli dry stone walls, z kamieni pozbieranych dawno temu na polach. Jest ich najwięcej na zachodzie Irlandii:


na prawie każdym polu pasły się konie, choć im dalej od Dublina, tym więcej jest owiec lub krów na polach.


na zdjęciu poniżej w dali widać nieco zamglone morze (a dokładnie Zatokę Dublińską - podobno jak jest dobra widoczność widać Walię):


byliśmy na starym cmentarzu z ruinami kościoła z X wieku (co tutaj nie jest takie rzadkie) w Kilternan, w środku którego rośnie drzewo. W Kilternan jest  również jedyny w Irlandii stok narciarski.



naokoło ruin jest teren bardzo starego cmentarza. Rodzice naszego przewodnika są na nim pochowani. Co tutaj również nie jest nietypowe, na cmentarzu pasły się owce, a zaraz za murem krowa i konie


bardzo stare płyty nagrobne:



oraz całkiem współczesny grób z piękną drzewną kopułą:

na zdjęciu poniżej widać jedną z bram do cmentarza, z małymi pomieszczeniami dla stróży pilnujących świeżych grobów przed "body-snatchers", czyli złodziejami ciał, którzy zarabiali na dostarczaniu ciał nieboszczyków profesorom medycznym:


mój kotek cieszy się słońcem w nieco inny sposób: