poniedziałek, 6 czerwca 2011

refleksje nad irlandzkim latem

Lato w Irlandii to raczej umowa - to miesiące w kalenadrzu które nazywa się latem, ale latem według mnie nie są. Przekonałam się o tym już w czasie swojego pierwszego lata na tej wyspie, ponad 9 lat temu - lało i lało, a ja marszując na przystanek w czasie tego lata zniszczyłam dwie pary butów od tych deszczów. Często do pracy zjawiałam się w przemoczonym ubraniu, a conajmniej skarpetkach. W ogóle tutaj trudno rozróżnić między porami roku - niewiele się między sobą różnią, z wyjątkiem małych różnic w temperaturze. Nigdy, oprócz tego pierwszego lata, oraz ostaniej zimy (było dość dużo jak na Irlandię śniegu przez trzy tygodnie) nie pamiętam jakie było lato tego czy tamtego roku, czy też wiosna lub zima tego czy tamtego roku - zawsze jest mniej więcej tak samo. Myślę, że w Irlandii pierwszą połowę roku można nazwać wiosną, a drugą jesienią. I to tyle. Cały rok w zasadzie można chodzić w tych samych ubraniach Ludzie tu się pytają mnie co my robimy (dosłownie) w Polsce jak jest np -15 stopni, albo jak jest + 30. Wiele ludzi nie potrafi sobie wyobrazić że można wtedy normalnie żyć. Owszem, może znają takie temperatury z wakacji - na pewno te wyższe, bo tu mało kto jeździ na narty. Ale właśnie tylko z wakacji. Na tydzień czy dwa.
No więc jak narazie cały maj i początek czerwca był tylko jeden letni, cały dzień słoneczny i ciepły dzień (23 stopnie, przy czym dla niektórych było to 32 stopnie - tak mi mówili, bo tak gorąco było!). Na blogach wszędzie czytam o lecie, truskawkach, pływaniu w jeziorze - ja na spacer chodzę w kurtce. Tak bardzo tęsknie za tym latem, nawet za upałem. Za prawdziwymi truskawkami też. Tutaj bowiem nie ma czegoś takiego jak sezon truskawkowy czy ogórkowy - te rzeczy są cały rok w sklepach, "świeże", ale zawsze bez smaku. Nie ma tutaj takich ogórków które mają taki wspaniały ogórkowy smak, ani takiego zapachu ziemi w powietrzu jaki czuć w Polsce w lecie, zaraz nawet po wyjściu z samolotu. Nie ma świerszczenia świerszczy, które tak bardzo kojarzą mi się z latem, ani kumkania żab, ani nigdy tutaj nie widziałam konika polnego. Może dlatego że mieszkam pod miastem. A może dlatego że ich nie ma - pewnie wyprowadziły się do Polski za lepszym życiem (klimatem). Tak bardzo kocham lato - urodziłam się w środku lata. I tak bardzo ważne jest to słońce, nacieszenie się słońcem, energią dla ciała i duszy, której zapasy pomogą przeżyć zimę, i zimowy brak słońca. No cóż, mam nadzieję, że jeszcze się nim nie raz nacieszę jak wrócę do Polski. W międzyczasie pocieszyłam się pysznym włoskim ciastem z kaszki kukurydzianej, mielonych orzechów migdałowych i kilku cytryn. Jest takie pięknie żółte jak słońce, i smakuje też bardzo letnio i po włosku...




Taka inna uwaga na temat irlandzki - tutaj zwykle ciasta jada się ze bitą śmietaną (jak ja lubię), z lodami lub z custard, czyli słodkim sosem z mleka, jajek i czasem mąki, jeżeli w wydaniu gotowo - sklepowym (według mnie taki jest lepszy niż robiony w domu). Może dlatego że ciasta są zwykle bardziej proste i mniej "bogate" (czyli tłuste) niż w Polsce. Ale zawsze coś musi do nich być miękkiego lub płynnego.

2 komentarze:

  1. Ta Irlandia, urokliwa, pełna zapierających dech w piersiach widoków gór i klifów, mgieł. Szkoda, że nie możesz cieszyć się letnim słonkiem i polnymi kwiatami na łące, ale przecież wrócisz tu, "do tych łąk zielonych", upałów, truskawek, komarów i tego wszystkiego za czym tak tęsknisz. U nas rzeczywiście lato w pełni, dni upalne przeplatane burzami, które niosą ze sobą deszcz. A mnie czekają pierwsze w życiu sianokosy - nie mam o tym zielonego pojęcia - więc się będzie działo. Pozdrawiam Cię i ślę buziaki takie pachnące rumiankami na łące :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam nadzieję, że niedługo już wrócę. Jak mieszkałam w Polsce, irlandzki klimat wydawał mi się taki "romantyczny", ale teraz już mam go dosyć. Ostatnio w nocy był przymrozek. Zazdroszcze Ci trochę tych sianokosów, kocham zapach siana, w dzieciństwie zawsze asystowaliśmy dziadkom w sianokosach, wracaliśmy na górze kopy pełnej siana, było to zajęcie dla całej rodziny, potem była "młócka", ciężka, ale satysfakcjonująca praca. Dziękuję jak zawsze za ciepłe słowa i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń