środa, 16 marca 2011

uwolnić nasiona

17 i 18 kwietnia 2011 to ŚWIATOWE DNI PROTESTU PRZECIW PATENTOWANIU NASION.

Jest to temat dla mnie nowy, ale dzięki tłumaczeniu tekstu o patentowaniu nasion w USA dla ICPPC (Kolalicja dla Ochronz Polskiej Wsi, http://www.icppc.pl/) dowiedziałam się o tym problemie.Okazuje się, że w USA nasiona modyfikowane genetycznie są chronione prawami patentowymi, co oznacza że nasiona te nie mogą być poddawane obiektywnym badaniom i testom, ponieważ prawa patentowe właśnie chronią je na przykład przed konkurencją, która mogłaby wykraść ich "sekret". Skutek jest taki, że nasiona i rośliny, które z nich wyrastają, nie są dokładnie przebadane, i ich wpływ na ekosystemy, a także ludzi (ponieważ jednak już w bardzo małym stopniu, albo też w stopniu zbyt dominującym, jesteśmy częścią ekosystemów), nie jest dokładnie poznany. Jedna z genetycznie modyfikowanych roślin, na przykład, jest tak "zaprojektowana" genetycznie, aby być odporną na typowe dla niej szkodniki, ale okazuje się jednak, że również zabija pożyteczne biedronki. I nie wiadomo nam co jeszcze innego...
Jeżeli genetycznie modyfikowane nasiona nie będą chronione prawami patentowanymi, wtedy będzie możliwa bezstronna ich ocena i przeprowadzenie dogłębnych nad nimi badań. W USA jednak koncerny żywnościowe są jednak ogromną potęgą, i bardzo skutecznie i skrzętnie chronią swoje interesy, z ogromną szkodą dla środowiska i ludzi. Jest kilka ogromnych koncernów które zmonopolizowały rynek żywności. Na szczęście w Polsce tak nie jest, i mam nadzieje, nigdy nie będzie. Dlatego tak ważne jest utrzymywanie tradycyjnych małych gospodarstw, zaspokajajcych w dużym stopniu potrzeby żywieniowe utrzymujących je rodzin i społeczności lokalnej. Małe gospodarstwa są mniej szkodliwe dla środowiska, różnorodność uprawianych rośli, drzew jest dużo lepszym rozwiązaniem dla ekosystemu niż ogromne uprawy jednej rośliny, które są ekologicznią pustynią. Pamiętam jak nas uczono w szkole, że małe gospodarstwa, na których wtedy żyła połowa ludności Polski, są "nierentowne" i przestarzałe, i nowoczesnym modelem są zachodnie wielkie farmy, i zmniejszenie ilości rolników do kilku procent ludności, a nie kilkudziesięciu jak było, może nadal jest w Polsce. Zapewne po części jest to prawdą, dlatego że polscy rolnicy cierpią na niedostatek, jednak uprawianie własnej żywności z wyboru jest najlepszym sposobem na zapewnienie sobie zdrowej, ekologicznej żywności, oraz na dbanie o środowisko naturalne.

Niestety nie mam tutaj swojego ogródka, ale z zeszłym roku urosły mi całkiem niezłe pomidory w doniczkach, szpinak i bób. Mimo że balkon jest na półnoną stronę. Sukcesywnie staram się zalesiać swój kawałek ziemi w Polsce, od dawna nieużytek. Pamiętam jak w dzieciństwie pomagaliśmy dziadkom zwozić z niej siano, jazda na kopie siania była ogromną frajdą. Jednak jakcyś ludzie, o których niestety nie mogę wyrazić się inaczej niż bardzo negatywnie, podpalają łąki, i drzewa nie mają szans. Strasznie mnie to boli. Powinniśmy zorganizować dzień przeciwko podpalaniu traw. Jest to tak bardzo szkodliwe i bezsensowne,  a jednak jest plagą co roku. Łąka potrzebuje 7 - 9 lat aby się w pełni odregenerować po pożarze, nie wspominając o lesie, które często również płoną, oraz o ilości pożytecznych zwierząt, owadów które w ten sposób giną.  Jest to tak bardzo okrutne i głupie. Trzeba ludzi o tym edukować, uczyć dzieci w szkole od małego o tym jak ważna jest dla nas przyroda, szacunek dla niej, i przez to dla siebie samych. Jest to najważniejszym warunkiem przetrwania również i naszego gatunku...

http://www.uwolnicnasiona.pl/

8 komentarzy:

  1. Wiesz, nie miałam o tym zielonego pojęcia, dziękuje, za uświadomienie. Mam nadzieję, że u nas w Polsce nie dojdzie do takiej paranoi, chociaż już zafundowano nam jakieś unijne dziwolągi o wymiarach ogórków i marchewek. Uwolnić nasiona - to jest to. Ja też mam swoją małą grządeczkę - ziemia tu w górach kamienista i gliniasta, więc plony nie są imponujące, ale cieszę się z nich zawsze. No oprócz szpinaku i tych innych wyrósł pod Twoim okiem przecież dąb. Tak się zastanawiałam, gdzie on kiedyś będzie rósł i mężniał, bo przecież kiedyś musisz wypuścić go spod swoim opiekuńczych skrzydeł - myślałaś o tym? U nas też niestety widzę popalone łąki, nie przetłumaczysz tym ludziom, że tak nie powinno się robić - oni wiedzą swoje i już. Przesyłam Ci buziaki takie pachnące rosą o poranku :))

    OdpowiedzUsuń
  2. Dziękuję bardzo za komentarz. Tak miło mi że ktoś czyta moją pisaninę, zwłaszcza że to ktoś taki jak Ty. Wiosenne podpalanie traw spędzało mi dosłownie corocznie sen z powiek, i obojętność ludzi wobec tego, że pali się łąka, cały mikrokosmos stworzeń w niej żyjących,tak bardzo pożytecznych i ze sobą powiązanych w delikatne ale jak bardzo ważne życie, którym udało się przetrwać zimę, potem czeka pożar. Nie raz sama chodziłam i gasiłam ogień. Wiosna byłaby jeszcze piękniejsza bez tych pożarów. Jednak rozmiawiając ze starszymi ludźmi mieszkającymi na wsi, wszyscy zdają się wiedzieć, że podpalać traw nie wolno. Ale pewnie są nieliczni, którzy nadal wierzą, że jest to pożyteczne, albo robią to po prostu z głupoty. Tutaj w Irlandii ziemię się ceni i nikomu nie przyszłoby go głowy jej podpalać. Pewnie jest też na to zbyt mokro :-) Mam ogromną nadzieję, że kiedyś też tak będzie w naszym kraju, w którym mamy naprawdę ogromne bogactwa natury, ale czasem mam wrażenie że ich nie doceniamy.
    Tak, dąbek pojedzie ze mną do Polski. Mam nadzieję, że tam będzie mógł mieć swoje spokojne miejsce do wzrostu. Z tego samego parku, wyrósł mi też piękny kasztanek, już jest w Polsce, i w tym roku go znajdę mu miejsce i się usamodzielni... Jest to taka wielka radość jak coś wyrasta z nasiona. Mimo że drzewa zdają się być ukorzenione i unieruchomione, jednak okazje się że potrafią daleko podróżować :-) Pozdrawiam Cię bardzo serdecznie i świętopatrykowo - dziś jest św. Patryka, partona Irlandii :-)) Bardzo dziękuję za ciepłe słowa.

    OdpowiedzUsuń
  3. Witaj :)
    Wpadłam przypadkiem buszując po necie.
    Wpadłam ponieważ zaintrygowała mnie nazwa Twojego bloga ;)))
    Pozdrawiam serdecznie i życzę powodzenia na "świeżej" drodze zycia blogowego

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziękuję bardzo. Ty też chyba masz blog tak się nazywający. Czy też lubisz stare meble malowane?
    Pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  5. Magdo, ja jestem zwykłą kobietą, taką sobie wiejską babą, dziękuję bardzo, ale chyba mnie przeceniasz. Czekam na relacje z obudzonej wiosną Irlandii, tak myślałam, że ten dąb będzie miał swój dom w Polsce :))

    OdpowiedzUsuń
  6. Dziękuję jeszcze raz i pozdrawiam serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  7. Temat który poruszasz jest niesamowicie ważny. Ja również nie mam zaUfania jeżeli chodzi o masowa produkcje żywności, tyle ludzi cierpi na rożne alergie, choroby skory myślę ze jest to bardzo powiazane z nasza zywnoscia, ktora z naturalna żywnością nie ma niestety nic wspólnego.

    OdpowiedzUsuń
  8. moje miłe, jest gorzej niż przypuszczacie...
    właśnie w Polsce. gdzieś indziej próbują naprawiac zniszczone, u nas zaczęto niszczyc i potrwa to jeszcze długo
    mieszkam na wsi 25 lat i widzę to z bliska
    pozdrawiam
    Maria

    OdpowiedzUsuń